|
| Autor |
Wiadomość |
Daisy
Super Dyskutant

Posty: 709 Skąd: Z Polski :)
|
Wysłany: 2009-12-21, 23:54 afera na ulicy :)))
|

|
|
Posiadam.
Wróć. Moja żona posiada kota, rasy kotka, rasy czarnej, rasy ze schroniska, rasy małe kocie.
Guzik by mnie to obchodziło gdyby nie fakt, że jest małe, że chodzi to to bez przerwy za mną i trzeszczy- a to na ręce, a to żreć, a to trzeszczy dla samego trzeszczenia zupełnie jak jej pani. Generalnie pogłaskać mogę, kopnąć jakąś rzecz która leży na ziemi żeby kot za nią biegał też, niech chowa się zdrowo do czasu aż raz zapomnę zamknąć terrarium i zajmie się nim mój wąż, reszta to nie mój problem.
Ale do czasu. Staje się to moim problemem gdy moja współmałżonka udaje się w celach służbowych gdzieś tam na ileś tam. I spada na mnie karmienie wyprowadzanie i sprzątanie po tym całym tałatajstwie. Jako, że to zawsze lekko olewam i robię wszystko w ostatni dzień przed powrotem małżonki- nie nastręcza mi to wiele problemów.
Kot jest od niedawna i od niedawna jest nowy zwyczaj- niezamykania łazienki, gdyż w niej znajduje się urządzenie zwane potocznie kuwetą, do którego kot robi to samo co ja w toalecie, czyli wchodzi i może spokojnie pomyśleć.
Mnie jednak uczono całe życie zamykać te cholerne drzwi do łazienki za sobą, więc stale żona mi trzeszczała, że kot tam nie może wejść i "myśleć". Ja jestem stary i się nie nauczę, poza tym mieszkam tu dłużej niż ten kot, sam dom stawiałem, moje drzwi, mój kibel, zjeżdżać więc. I postawiłem na swoim. Od jakiegoś czasu kot chodzi do toalety razem ze mną. Jak nie ma małżonki to musi zazwyczaj czyhać na mnie albo miauczeć coby przypomnieć, że trzeba mu łazienkę otworzyć, bo jak jest żona to ona ma już w biosie zaprogramowane- ja wychodzę i zamykam, ona idzie i otwiera, żeby kot mógł wejść- taka technologia po prostu.
Czasem kot skacze na klamkę ale ma jeszcze zbyt małą wyporność i zwisa na niej bezradnie. Jednak jak moja żona będzie nadal go tak karmić- to w szybkim tempie będzie za każdym razem klamkę upierdalał- a wtedy wiadomo- wąż.
Dobrze więc- uporządkuję- żona- delegacja, ja praca- wracam, wchodzę do domu, kot przy drzwiach do łazienki skwierczy, bo jak wychodziłem to zamknąłem za sobą. Ok, kotku mnie się też chce. Idziemy razem- ja toaletka, okienko uchylam, papierosik (bo żona będzie za trzy dni- więc spokojnie wywietrzę) kotek swoje, ja przez okienko spoglądam, jest cudnie. Kotek wskakuje na kaloryfer na parapecik i patrzymy razem przez okno. No cudnie. Kot skończył dawno, ja teraz, pet do muszli, spuszczam wodę, a ten mały **** jak nie śmignie i sru za tym petem z tego parapetu i do kibla. Zakręciło nim dwa razy i kota nie ma. Nawet nie zdążył miauknąć. No ja chrzańę. Nie ni ch*** to niemożliwe jest. Przecież nawet taki mały kot jest [cenzura] za duży- żeby przejść tym syfonem.
Ale słyszę tylko ********- oż [cenzura] no to nie mogło mi się zdawać- coś ciężkiego poszło w pion. [cenzura] wszyscy święci w trójcy jedyny Boże, ukazali mi się przed oczami. Kot [cenzura] popłynął wprost w odmęty prawego dopływu królowej polskich rzek. Lecę [cenzura] na dół do piwnicy- choć może powinienem od razu do schroniska- zanim wróci moja żona- nie ma wafla, znajdę jakiegoś małego czarnego **** z białą krawatką, nie było jej kilka dni może się nie połapie.
Ale [cenzura] - najpierw do piwnicy- zbiegam po schodach, słucham coś drapie w rurze, pion kawałek płaskiej rury, miauczy- jest [cenzura], żyje i nie poleciał do sieci miejskiej. Nawet jak teraz zdechnie- to [cenzura] przynajmniej będę miał jego truchło i powiem, że kojfnął z przyczyn naturalnych albo tylko lekko nienaturalnych, bo przecież mi baba nie uwierzy za ch*** trefla, że kot sam wpadł do kibla. Ale na razie drapie i żyje. Znalazłem taki wziernik gdzie można zaglądnąć do tej rury i wołam. Kici kici. Ni ch***, nie przyjdzie, wołam, wołam, a ten [cenzura] głąb zamiast przyjść do mnie to [cenzura] chce iść tam skąd przyszedł czyli do góry w pion. Ja go wołam a on do góry drapie. I udrapie, udrapie kilkanaście centymetrów i zjazd w dół.
No pojebało i mnie, że tu stoję i jego (kota) Tak przez pół godziny. Prosiłem, wołałem, błagałem, groziłem, wabiłem żarciem- i ni ch***- uparł się i nic tylko rurą do góry z powrotem do kibla. Za daleko, żeby włożyć rękę, grabie czy cokolwiek. Jedyna metoda- fight fire with fire- ogień zwalczaj ogniem. Zatkałem tą rurę przy wzierniku deszczułkami którymi używam na podpałkę do kominka, żeby kot nie popłynął już nigdzie dalej i z buta na górę do kibla- geberit i woda w dół- bombs gone. I bieg do piwnicy.
Po drodze słyszę jak się przewala po rurach- podziałało.
Wbiegam do piwnicy i [cenzura] koniec świata. Nie ma moich deszczułek- no może z jedna, cała prowizoryczna tama poszła w [cenzura] i kota też nie słychać już.
Ja chrzańę. [cenzura] gdzie ta rura teraz idzie- coś mi świtnęło, że kanalizacja w ulicy, dom od ulicy ze 30 metrów- może nie wszystko stracone i gdzieś się zwierzak zatrzymał po drodze. Biegnę na ulicę, jest studzienka- mam nadzieję, że to od mojego domu.
Ni cholery jej nie podniosę. Ciężka jak szlag i nie ma za co chwycić. Powrót do domu i pogrzebacz od kominka, tym może uda się to podważyć. Ni cholery- najpierw ugiąłem, potem złamałem żelastwo. Myśl auto stoi na ulicy- mam pas do holowania, może uda się to szarpnąć. Hak, pas, wsteczny- poszło aż zakurzyło.
Po jaką cholerę takie te wieka robią ciężkie.
Smród jak cholera ale złażę tam- ciemno jak w dupie, rura jest, wygląda, że idzie od mojego domu. Latarka. [cenzura] mam w aucie, słaba ale może starczy.
Włażę po raz drugi- smród mnie już nie zabije- przywykłem po chwili. Zaglądam i jest oczyska mu się tylko świecą. I znów ta sama bajka. Kici, kici, kici, a ten mały skurczybyk spierdziela w drugą stronę. No ja chrzańę. Szlag mnie trafi. Długo tu nie wysiedzę, jest zimno, śmierdzi a na dodatek ktoś mi zwali tą pokrywę na łeb i moje problemy się skończą jak nic. Nie chcesz po dobroci, to będzie po złości.
Do domu, po brezent. Wyłożyłem dno studzienki tak by mi nie wpadł głębiej. Zużyłem wszystkie, taśmy samoprzylepne, plastry żeby nie wpadł do głównej nitki kanalizacyjnej. Zaglądam co chwilę do rury ale słyszę tylko miauczenie i nic nie widzę. Poszedł gdzieś wpizdu. Jeszcze tylko trójkąt, żeby nikt się w tą otwartą studzienkę nie ****ł bo na ulicy ciemno.
Sąsiad [cenzura]- ciekawski, widziałem żłoba jak patrzył przez okno, jak próbowałem pogrzebaczem podnieść wieko. Nie przyszedł pomóc a teraz [cenzura] złamany stoi i się dopytuje.
Co mam mu [cenzura] powiedzieć? Że przepycham kotem kanalizację?
Idźżesz w [cenzura] pacanie. Powiedziałem mu w końcu, żeby poszedł do domu i pozatykał sobie też wszystkie otwory bo na początku osiedla była awaria i wszystkie ścieki się wracają i wybijają w domach- a ten baran się przestraszył, poleciał i przed swoim domem siłuje się z pokrywą. Niech ma za swoje.
Wracając do kota- bo menda tam siedzi i nie chce wyjść. Mam wszystko gotowe- więc do domu, jedna wanna, druga wanna, koreczek i napuszczam wodę. Papierosik i czekam pod studzienką bo nuż mu się zmieni i wyjdzie dobrowolnie.
[cenzura] drugi sąsiad przyszedł- po pięciu minutach następny odmyka wieko, teoria samospełniającej się przepowiedni działa- [cenzura] ludzie to są barany.
Idę do domu, obie wanny pełne, ognia- spuszczam wodę z wanien i dokładam dwa spusty z dwóch spłuczek z domu. Nie ma ch*** to go musi wygonić albo utopić.
Lecę na ulicę, woda wali na brezent aż huczy a tego **** dalej nie wylało z kąpielą.
[cenzura] mać- urwało się wszystko w ******** i popłynęło, bo ileż to utrzyma tej wody. Brezent, taśmy, plastry, sznurki- w [cenzura]- jak się to gdzieś przytka to będę miał przejebane.
Znowu do domu po drugi pogrzebacz bo trzeba zamknąć ten **** dekiel.
Wchodzę- a ten **** kot tarza się w sypialni po łóżku. No ja chrzańę! Jak on [cenzura] wyszedł- którędy? Ano [cenzura] wziernikiem w piwnicy- zostawiłem otwarty. Ja [cenzura] stoję i marznę a ten gnój tarza się w mojej pościeli. Zajebie. Przerobię na pasztet. I jeszcze z radości włazi na mnie. [cenzura] mać. Przynajmniej kuleje.
Straty- zajebane łazienki, w obu przelała się woda z wanien, zajebana piwnica- bo zostawiłem otwarty wziernik i duża część wody poleciała na piwnicę. Pościel w sypialni do wyjebania, brezent z reklamą firmy- poszedł w [cenzura], latarka- w [cenzura], pogrzebacz w [cenzura].
Afera na ulicy jak [cenzura].
:) |
|
|
|
 |
asia075
Nowy

Posty: 3 Skąd: Berlin
|
Wysłany: 2010-10-08, 18:13 afera na ulicy
|

|
|
Ha ha ha , dobre |
|
|
|
 |
Jack Daniels
Super Dyskutant


Posty: 2054 Skąd: Psychiatryk - Lipsk :-)
|
Wysłany: 2010-10-08, 18:17
|

|
|
| Nie wiem czy dobre, bo dlugie... |
_________________
 |
|
|
|
 |
gosia82
Aktywny uzytkownik

Posty: 58
|
Wysłany: 2010-10-08, 18:30
|

|
|
......niezła historia |
|
|
|
 |
asia075
Nowy

Posty: 3 Skąd: Berlin
|
Wysłany: 2010-10-08, 19:13 afera na ulicy
|

|
|
| Jack , przeczytaj.Potem koniecznie napisz czy było śmiesznie. |
|
|
|
 |
Jack Daniels
Super Dyskutant


Posty: 2054 Skąd: Psychiatryk - Lipsk :-)
|
Wysłany: 2010-10-08, 20:05
|

|
|
Moze i smieszne, ale z pewnoscia typowo polskie.
Same [cenzury].
Tylko kota szkoda, ale dobrze, ze sie uratowal sam,
bo z takim palantem...
Jeszcze jedna uwaga na minus.
Kot [cenzura] nauczyl sie [cenzura] przeklinac,
a to juz przesada. |
_________________
 |
|
|
|
 |
asia075
Nowy

Posty: 3 Skąd: Berlin
|
Wysłany: 2010-10-08, 20:40
|

|
|
| Może i typowo polskie , co nie znaczy gorsze.Co kraj to jakiś tam obyczaj.Np.Taka Herta Huewer i jej smażone kiełbaski , które do dzisiaj są typową niemiecką przekąską.Smakują Ci Jack te ich kiełbaski?Bo ja uważam ,że nie ma nic lepszego od polskiej podwawelskiej.Swoją drogą ciekawe czy niemcy wiedzą kim była ww kobieta.Jak myślisz Jack?Wiedzą czy nie wiedzą? |
|
|
|
 |
Jack Daniels
Super Dyskutant


Posty: 2054 Skąd: Psychiatryk - Lipsk :-)
|
Wysłany: 2010-10-08, 21:30
|

|
|
Po co tyle pytan?
A od kielbaski to dupa rosnie. |
_________________
 |
|
|
|
 |
asia075
Nowy

Posty: 3 Skąd: Berlin
|
Wysłany: 2010-10-08, 22:00
|

|
|
Dupa rośnie również od wielu innych rzeczy.Trzeba znać umiar, ale i też nie dać się zwariować i wszystkiego sobie odmawiać.Żyje się raz i trzeba to życie porządnie wykorzystać.Moja dupa np. jest całkiem zgrabna pomimo ,że lubię podwawelską.A twoja Jack?
[ Dodano: 2010-10-08, 22:02 ]
Poprawiam: A Twoja Jack? |
|
|
|
 |
Jack Daniels
Super Dyskutant


Posty: 2054 Skąd: Psychiatryk - Lipsk :-)
|
Wysłany: 2010-10-08, 22:16
|

|
|
| asia075 napisał/a: |
Poprawiam: A Twoja Jack? |
Noooo.....moja dupa* tez jest zgrabna,
mimo, ze kocha Michalki i Grzeski.
*dodam, ze nie lubie tego okreslenia,
ale rozumiemy sie, nie? |
_________________
 |
|
|
|
 |
asia075
Nowy

Posty: 3 Skąd: Berlin
|
Wysłany: 2010-10-08, 22:26
|

|
|
Michałki,Grześki i Pawełki.Mniam , mniam. Pychotka!
Teraz to jasne ,że się rozumiemy.Nie? |
|
|
|
 |
Jack Daniels
Super Dyskutant


Posty: 2054 Skąd: Psychiatryk - Lipsk :-)
|
Wysłany: 2010-10-08, 22:34
|

|
|
| asia075 napisał/a: | Michałki,Grześki i Pawełki.
|
I widze, ze Ty tez amatorka Jackusiow jestes. |
_________________
 |
|
|
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
|
Dodaj temat do Ulubionych Wersja do druku
|
- anime • phpBB & Przemo © 2000-2011 poloniaberlin.de • polskojezyczne forum dyskusyjne z Berlina |
|
|
|